Blog > Komentarze do wpisu
Gdy marzenia układają do snu.

Przez ostatnie kilka lat przypomniałem sobie o wielu aspektach dotyczących przeżywania żałoby bądź zatrzymania się jej na jakimś etapie. Wiele nowych spraw dotarło do mnie na które wcześniej nie zwracałem uwagi, a na kolejne spojrzałem zupełnie inaczej niż dotychczas. W którymś z poprzednich postów wspomniałem, że w pierwszych miesiącach kiedy zostałem sam nie chciałem spotykać się z nikim.  Nawet żyjąca jeszcze wtedy moja matka, jeśli tylko schodziła w rozmowie na jej temat, to po chwili  zalewała się łzami, a ja czułem się przy Niej okropnie - jak jeden wielki "emocjonalny lodowiec" i nie wiedzieć czemu czułem się winny za te jej łzy. Zresztą, po śmierci ojca, moja matka już nigdy nie była tą, którą znałem. Poza tym uczuciem, właściwie mogę śmiało powiedzieć, że nie czułem nic, tak jakby ktoś podał mi zastrzyk znieczulający nerwy. Nastąpiło we mnie całkowite zamrożenie emocji. Chociaż nie... parę negatywnych uczuć, jednak tkwiło niczym drzazga, która potwornie doskwierała. Pojawiała się też niechęć, wściekłość, zdenerwowanie, poirytowanie, ale wówczas wydawało mi się, że te przykre reakcje kieruję na … no właśnie, na kogo?? W istocie tak było, ale jak to możliwe, że moja mama będąc teściową tonie w morzu łez, a ja... bez wyrazu jakiegokolwiek i płaczę tak, aby nikt nie widział, wewnątrz i w samotności. Czułem pieczenie, rozrywający ból w okolicy klatki piersiowej, ale ani jedna łza nie popłynęła. Pewnego razu mniej więcej po pięciu latach, będąc u kresu wytrzymałości psychicznej, zapakowałem parę rzeczy i pojechałem na wakacje. Ciepłe morze, Egipt i niekończące się kąpiele. Później usłyszałem gdzieś za plecami -  przestań cedzić smutne słowa. Czasu nie cofniesz, nie odmienisz losu, nie odmienisz, nawet jak miną lata nie odmienisz. Jeszcze nie wiem kiedy, ale przyjdzie taka chwila, że może to inną kartę wyciągniesz z talii i nie patrz już wzrokiem ponurym. Odgrywałem więc jakąś kiepską rolę napisaną tylko dla mnie, i gdyby nie ty grał bym tę rolę do dziś. Już nie zadaję sobie pytań jak dalej żyć, już nie czekam na powrót, choć czasami smutnych, ale z Tobą dni, już nie proszę pomóż żyć. Zaczaruję świat, a w nim zaczaruję dla siebie chwile z Tobą. Do tych gwiazd, uniesionych wysoko nad głową mówię często i szukając czasem szkolną miłość zatracałem się. Czyjaś niewidzialna dłoń poprawia rozwiane włosy i jest tak jak serce dyktuje, choć nie zawsze ten świat do nas pasuje. 

www.youtube.com/watch?v=RgKAFK5djSk

środa, 23 marca 2016, krzysztofoldziejewski

Polecane wpisy

  • Fantasmagoria

    Odważysz się powiedzieć, co przyniesie jutro… a ty? Odważysz się powiedzieć, co czeka cię za zakrętem twego życia? Milczysz...? No właśnie (...) Na świeci

  • Czy to przyjaźń czy kochanie?

    Oby nigdy nie stało się tak, że będziesz wołał i nikt nie usłyszy. Nigdy nie wiem co w takiej chwili się mówi, ale wiem, że ciężko jest gdy chcesz coś powiedzie

  • „POWRÓCISZ TU”

    Wszystko zaczęło się w 1972 roku i wypadało by powiedzieć, że skończyło w 1977, ale to nie prawda, bo choć w szkole czas odmierzany był w specyficzny sposób, to